środa, 19 grudnia 2012

All I want For Christmas it's You! (Harry)

Taki świąteczny jednopart z lokatym.
Ostrzegam, jest kompletnie do dupy ale mimo wszystko mnie coś tak na niego naszło więc Enjoy. :))

-Przepraszam Cię kochanie, ale tu w Nowym Jorku jest zamieć śnieżna i odwołali wszystkie loty.- to co mówił mój chłopak kompletnie mnie załamało. To miały być nasze pierwsze święta, mieliśmy ubrać razem choinkę, ugotować razem kolację. Razem, nie osobno.
-Szkoda. Chciałam spędzić te święta z Tobą.- odpowiedziałam już ze łzami w oczach.
- Ja też kochanie. Uwierz mi. Ale nie mam wpływu na pogodę.
-Nie obwiniam cię przecież.- otarłam łzy i pociągnęłam głośno nosem.
-Kochanie Nie płacz! Sylwestra spędzimy razem. Obiecuję. A co do gwiazdki to mam pytanie.- w jego głosie było słychać euforię. Cieszy się, że nie spędzimy razem świąt?
-Tak, Harry?
-Co chcesz dostać na święta?
-All I want for Christmas is YOU.- zanuciłam mu do telefonu.
-Aww. Kocham Cię [T.I] najmocniej pod słońcem.- powiedział tym swoim zachrypniętym głosem.
- Ja ciebie mocniej.- odpowiedziałam już dużo bardziej radosna.- Przepraszam cię kochanie, ale przyszedł mój brat, miał  iść ze mną i pomóc wybrać choinkę.
-Dobrze. Przepraszam cię jeszcze raz.
-Nie masz za co Harry. Nie masz wpływu na pogodę.- odgryzłam się mu.
-Phii. Pyskata. To lubię.- jego ironiczny głos denerwował mnie do granic możliwości.- Kocham cię.
-Ja ciebie też.- rozłączył się, a ja wstałam, żeby otworzyć drzwi bratu. Miałam smutną minę, więc nie zdziwiło mnie jego pytanie.
- Nie przyjedzie?
-Nie jego wina. Jest śnieżyca.- odpowiedziałam.
-Kolejna wymówka! Nie znudziło ci się to, ze nigdy go przy tobie nie ma?- kolejne pytanie, które mnie zirytowało.
-[I.B] Wiedziałam na co się piszę wiążąc się z Harrym. Jest sławny, a ja nie pojadę z nim na koniec świata, z powodu wywiadu.- odpowiedziałam. Choć w głowie myślałam inaczej. Fakt przeszkadzało mi, ze nie zawsze może przy mnie być, ale taka cena za miłość do sławnego chłopaka. Z resztą dla niego mogę pocierpieć- Możemy już iść?
-Jasne.

Zawsze marzyłam o dużej, ciemnozielonej choince ubranej w różne śmieszne ozdoby i kolory, stąd więc wybór dwumetrowej olbrzymki z gęsto ułożonymi gałęziami. Szkoda tylko, że muszę ubrać ją sama.
Brat podwiózł mi ją do domu i pomógł obsadzić, po czym wyszedł, bo umówił się z dziewczyną na przygotowywanie świąt. Nie chciałam siedzieć tu sama więc postanowiłam zwołać ekipę dekoratorską. Wyciągnęłam telefon i już po chwili po drugiej stronie usłyszałam roześmiane głosy przyjaciółek.
-Hej [T.I] - powiedziały równo.
-Hej Perrie, Hej El. Mam propozycję nie do odrzucenia. Za 15 minut u mnie ubieramy choinkę a potem ruszamy na wielkie świąteczne zakupy. Co wy na to?
-Jestem w 100% za!- krzyknęła El. - Już wychodzę z domu. Będę za chwilę.
-Ja też się zgadzam.- powiedziała Perrie.- El przyjedź po mnie.
-Dobra. Już wsiadam do samochodu. Pa.
-Kochane jesteście. Pa.
Rozłączyłam się z przyjaciółkami po czym poszłam na strych wyjąć wszystkie ozdoby, które kupiliśmy z Harrym jeszcze przed jego wyjazdem. Trochę czasu zajęło mi ztachanie dwóch ciężkich pudeł dwa piętra niżej. Kiedy drugie pudło stało już koło choinki zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Hej!- dziewczyny kolejno rzuciły mi się na szyję, po czym wparowały do salonu podziwiając moje drzewko.
-Jest śliczna. To co ozdobimy ją i na zakupy ?!- zapytała wesoła Eleanor. Ona się nie smuciła, że Louis nie dotrze. Postanowiłam wziąć z niej przykład i cieszyć się z moich cudownych przyjaciółek.
-Tak jest sir! - odkrzyknęłyśmy z Perrs po czym rzuciłyśmy się na pudła z ozdobami.
Śmiałyśmy się ze wszystkiego. Mimo iż każda z nas była zawiedziona że chłopaków nie będzie z nami w te święta, postanowiłyśmy się nie łamać i spędzić je razem. Razem zawsze raźniej.
Po godzinie moja choinka wyglądała jak ze snu. Pełno kolorów, różnorodnych ozdób i migoczących światełek. Objęłyśmy się podziwiając nasze dzieło.
- To co zakupy?- zapytałam.
- Pewnie.
Wsiadłyśmy do samochodu El i piętnaście minut później buszowałyśmy po sklepach, kupując prezenty dla bliskich. Eleanor sprezentowałam śliczną torbę w jej ulubionym kolorze od jakiegoś znanego projektanta, Perrie diamentowy naszyjnik, który bardzo chciała mieć, Niallowi nową gitarę i majtki w koniczynki, Liamowi małego żółwia, o którego prosił każdego i koszulę w kratę, Zaynowi bejsbolówkę i lusterko, Louisowi ogromną marchewkę- pluszaka i koszulkę w paski a Harry'emu uroczy sweterek z kotkiem i bilety na wakacje we Florencji dla dwóch osób,które mam nadzieje zbliżą nas do siebie.
Zadowolone i obładowane torbami wyszłyśmy z galerii po czym każda pojechała do siebie. Pożegnałyśmy się i umówiłyśmy na wspólne gotowanie następnego dnia.

**
Gotowanie zajęło nam całe popołudnie i wieczór, ale przynajmniej miałyśmy przygotowaną kolację na wigilię, która jest już jutro. Wcale mnie to nie cieszyło chociaż powinno. Brak entuzjazmu pochodził z braku obecności  Hazzy, za którym tęsknię tak mocno, że aż mnie to boli.
***
Dzień Wigili.
Wstałam rano, jeżeli 14 można nazwać porankiem i od razu wzięłam się za szykowanie. Wzięłam prysznic, na lokowałam długie włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się . Spojrzałam na zegarek. Była już 16 a o 17 miały być dziewczyny. Szybko zbiegłam na dół, nakryłam stół i zaczęłam dokańczać potrawy < czyt. podgrzałam wszystko co przygotowałyśmy>. O równej 17 rozległ się dzwonek do drzwi. Jak zwykle punktualne. Poszłam otworzyć drzwi. Stały uśmiechnięte okutane w zimowe kurtki. Zauważyłam, że śnieg zaczął padać, a mroźne powietrze wpadło do rozgrzanego domu wraz z otwarciem drzwi. Zaprosiłam dziewczyny do salonu, gdzie czekał stół nakryty na 9 miejsc. Wiedziałam, że chłopaki nie dotrą, ale nie wypadałoby zastawić go tylko dla nas trzech.
Dziewczyny poszły do kuchni z myślą pomocy. Rozstawiłyśmy wszystkie tradycyjne 12 potraw na stole i usiadłyśmy koło siebie. Najpierw zgodnie z tradycją napiłyśmy się kompotu z suszu po czym wstałyśmy by podzielić się opłatkiem.
Wtem rozległ się dzwonek do drzwi. Zdziwione spojrzałyśmy po sobie, ale podeszłyśmy by otworzyć przybyszowi.
-Niespodzianka ! - krzyknęło 5... 4 idiotów w kolorowych kurtkach z walizkami i toną prezentów. Harry'ego nie było. Ciekawe gdzie jest.
-Skąd się tu wzięliście ?! - zawołałam zaskoczona wpuszczając dzikusów do domu i witając się z każdym.
-Prosto z lotniska!- krzyknął uradowany Liam przytulając mnie mocno. - Cudem zdążyliśmy. Nie było nas na lotnisku gdy lotu ruszyły. Ale jednak jesteśmy.
- Tak i za to dziękuję!- powiedziałam rzucając się ponownie na każdego z nich.
-Aww.!
-Ej gdzie możemy to zostawić? - zapytał Lou wskazując na walizki.
-Zanieście na górę do pokoi gościnnych i zejdźcie na dół. Właśnie zaczynałyśmy kolację.
-Tak! Nie spóźniliśmy się na jedzenie!- krzyknął uradowany Niall.
Wszyscy się roześmieli. Cały blondynek. Chłopaki szybko uporali się z walizkami po czym zaczęli przenosić prezenty pod choinkę. Jedno pudełko mnie zaintrygowało. Miało około 130 cm i było owinięte w różowy papier z kotkami. Do tego było dla mnie.
-Gdzie jest Hazz?- zapytałam. Chłopaki popatrzyli po sobie po czym Liam wypowiedział się za wszystkich.
- Znasz Harry'ego. Zgubił się biedak na lotnisku w Nowym Jorku a nawet tego nie zauważyliśmy więc teraz musi poczekać na najbliższy lot.
-Aha.. Tak cały Harry.- odpowiedziałam smutna. Zaprosiłam gości do pokoju zajmując miejsce koło Liama i koło pustego talerza, który miał być dla Harry'ego.
Po zjedzeniu kolacji wszyscy rzuciliśmy się na prezenty. Zayn wcielił się w rolę mikołaja i roznosił prezenty zgromadzonym na środku salonu. Każdy był niezmiernie zadowolony. Wiedziałam że ich ucieszę. Ja też byłam bardzo szczęśliwa. Od El dostałam śliczną pudrowo rózową sukienkę, od Perrie szpilki pasujące do niej idealnie, od Zayna dostałam torbę, którą chciałam mieć już od jakiegoś czasu ale nigdzie już ich nie było, od Nialla iPoda, od Liama wielkie zdjęcie nas wszystkich oprawione w ramkę, od Louisa kolczyki i wisiorek do kompletu. Zostało tylko te wielkie pudło które było od Hazzy.
Podeszłam do choinki i poczęłam rozwiązywać wstążki i rozrywać papier. Gdy dogrzebałam się do wnętrza otworzyłam pudełko z którego niespodziewanie wyskoczył ... Harry! Odskoczyłam do tyłu z piskiem.Idiota jeden wystraszył mnie!Mimo to po chwili zaczęłam się śmiać. Takich prezentów nie dostaje się co dzień.
-Suprise!- krzyknął na cały głos łapiąc mnie w ramiona. Objęłam go ramionami i dałam mu się podnieść.
- Jak mogłeś!- zaczęłam kiedy już mnie postawił.- Został w Nowym Jorku!
-No słonko. Nie gniewaj się, ale...
- Ale co?!
-Powiedziałaś, że wszystkim czego chcesz na święta jestem ja. Więc chciałem spełnić twoje marzenie.- zaczął z miną zbitego psiaka.
-Awww.- rozległ się głos przyjaciół za naszymi plecami.
- No i jak ja mam się na ciebie złościć, kiedy ty jesteś dla mnie taki cudowny. To najlepszy prezent jaki dostałam. Dziękuję!-powiedziałam przytulając się do niego.
-Kocham cię!- wyszeptał mi do ucha.
-Ja ciebie też!

-Mam pomysł.- powiedział Niall i wziął gitarę ode mnie po czym zaczął grać pierwsze dźwięki znanej nam piosenki. Usiedliśmy w salonie na podłodze i śpiewaliśmy razem na cały głos.
-All I want for Christmas it's you!- zakończyliśmy z Harrym patrząc sobie głęboko w oczy, po czym delikatnie złączyliśmy nasze usta w pocałunku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz